Opierałem się bokiem głowy o zimną szybę taksówki. Chciałbym
już tam być, żeby dokładniej wiedzieć na czym stoję, ale droga jak na złość
musiała się dłużyć i co jakiś czas staliśmy w korku. Miałem zły humor. A jak
zwykle przez kogo? Przez moich starych. Pozbyli się problemu z domu- mnie. Przecież
rzadko kiedy sami tam bywali, ale najwidoczniej i w tych krótkich chwilach
przeszkadzała im moja obecność. W sumie chyba domyślam się przyczyny tego
wszystkiego. Oboje mają własne firmy, które dodatkowo z sobą konkurują. Dzięki
temu mogą sprawdzić kto jest w tym „najlepszy” i przez to robią wszystko dla
tych firm, wyjeżdżają w delegacje i temu podobne. Nie wiem nie interesują mnie
takiego typu rzeczy. Ogólnie obie firmy zajmują się w dużej mierze finansami.
Kojarzy mi się to trochę z bankami, ale to jest całkowicie co innego. Właśnie
przez te firmy często nie ma ich w domu. Ale to nie przez to chcą mnie wywalić
z domu. Boją się przyłapania. A szczególnie mój ukochany tatuś… Pewnie to on to
wszystko zainicjował, a matka na to przystała. Już w sumie raz przyłapałem
mojego ojca i pewnie boi się powtórki z rozrywki. A na czym? Wracam sobie
spokojnie ze szkoły, zadowolony, bo dwie lekcje nam wypadły, ponieważ nie było
nauczyciela. Wchodzę do domu, wieszam kurtkę i odkładam plecak, a tu słyszę
głośny jęk. Patrzę w kierunku, z którego dobiega dźwięk. Widzę uchylone
delikatnie drzwi. Z ciekawości podchodzę bliżej i otwieram drzwi na oścież. I
co widzę. Mojego ojca nago, a przed nim klęczy jakaś naga, obca babka i robi mu loda. Jedyny pozytyw jaki był tej
sytuacji, to że nie widziałem członka mojego starego. Spojrzałem na nich
wyłupiastymi oczami. Ojciec się przeraził, bo pewnie bał się, że wygadam się
matce, a kobieta spojrzała na mnie jakby pytała się mnie czy nie chcę się
dołączyć. Wybiegłem z domu i pobiegłem jak najdalej, żeby zapomnieć obraz,
który cały czas siedział mi w głowie i nie chciał wyjść. Tego dnia pierwszy raz
się upiłem. Bałem się wtedy opowiedzieć o tej sytuacji mamie. Nie chciałem jej
smucić, ale co się okazało? Wcale nie była lepsza. Raz jak przejrzałem jej SMS’y
z jakimś typkiem to aż mi się rzygać zachciało. W tym momencie nienawidziłem
obojga rodziców, ale po jakimś czasie to zaakceptowałem i przyjąłem jako
całkiem normalne w związkach. Ludzie już tacy są i nic na to nie da się poradzić.
Oczywiście teraz nie pałam do nich jakąś ogromną miłością, a po prostu jakby to
nazwać?.. Akceptuję? Tak, to chyba dobre określenie, a przynajmniej najlepsze z
możliwych. Chociaż teraz jestem na nich po prostu wkurwiony. Przecież nic nie
powiedziałem matce. No ale cóż… Tak jest bezpieczniej…
Zamiast normalnego liceum- gdzie poszli moi znajomi, wysłali mnie do szkoły z internatem. Zajebiście, będę musiał dzielić jakiś mały pokoik z typkiem, który może być różny… Z moim szczęściem będzie to gej, który się nie myje. Westchnąłem. Cisza nocna, zasady, ciągłe pilnowanie jakby ci ludzie nie mieli swojego życia- to wszystko nie jest w moim guście. Ciekawe czy łatwo będzie wedrzeć się do budynku, gdzie dziewczyny mają swoje pokoje. Mam nadzieję, że łatwo. Chociaż… Gdyby ciężej, byłoby to dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie, a ja lubię wyzwania… Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos taksówkarza.
-Już jesteśmy na miejscu. Czy pomóc panu z bagażem?
-Nie. Poradzę sobie. *zapłaciłem mu i wysiadłem z taksówki*
Spojrzałem na szkołę. Robiła wrażenie. Nawet przez głowę przeszła mi myśl, że wygląda jak jakiś pałac. W sumie co się dziwić… Jest to w końcu najlepsze liceum z internatem w kraju. Rodzice mogą mnie i nie kochać, ale przecież jestem ICH synem, więc muszę dawać jakieś świadectwo o tym… Taa. Mam nadzieję, że wiedzą, że nie zamierzam być potulnym i grzecznym uczniem. Zamierzam być sobą. Uśmiechnąłem się łobuzersko. Nagle usłyszałem klakson samochodu. No tak… Przecież nie wyjąłem swojej torby podróżnej i walizki, a kierowca czekał… Szybko naprawiłem swój błąd i kierowca odjechał lekko wkurzony. Jego twarz mówiła „Co za bachor!”. Pokazałem środkowy palec odjeżdżającemu samochodowi. Spojrzałem z powrotem na szkołę i na jej otoczenie. Teren był naprawdę duży. Jak ja się tu odnajdę? Dobra dam radę… Najpierw muszę znaleźć gabinet dyrektora. Potem będę się martwił resztą. Przeszedłem przez bramę. Przede mną stał uśmiechnięty brunet, trochę niższy ode mnie, ale na pewno starszy. Chciałem go po prostu minąć, ale ten złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłem się zirytowany, patrząc na niego wzrokiem mordercy.
-Widzę, że ktoś tu nie zna zasad dobrego zachowania.- powiedział do mnie dalej pokazując swoje zęby.* - Witaj w szkole Azzar. Jestem David.
Nie miałem ochoty mu się przedstawiać, ale chyba nie było wyjścia…
-Jestem Alex.
-Miło mi cię poznać. Pomóc ci z bagażem?
-Nie trzeba.
-A zaprowadzić do gabinetu dyrektora, bo pewnie tam udajesz się najpierw?
-Nie musisz mnie nigdzie zaprowadzać. Wystarczy, że powiesz jak mam iść.
Pokręcił głową, śmiejąc się i opisał mi drogę. Nie była jakaś skomplikowana. Pewnie chciano, żeby nowi mieli łatwiej dostać się tam.
-A czemu w ogóle czekałeś tu na mnie? *spytałem z ciekawości.*
-Wiesz… Jesteś trochę spóźniony i dyrektor kazał mi tu na ciebie czekać. Reszta nowych już dotarła i czekają już tylko na ciebie i dyrektora w sali gdzie odbywają się różnego rodzaju przedstawienia i apele. Pewnie gdy skończysz rozmowę z dyrektorem, tam się udacie. Postaraj się poznać jak najwięcej osób i dać dobre pierwsze wrażenie o sobie. Więc pozbądź się tego grymasu niezadowolenia z twarzy.
Bez podziękowania i słowa ruszyłem. Wszedłem do budynku. Poszedłem wskazaną mi trasą i znalazłem się pod gabinetem dyrektora. Odłożyłem bagaże przy ścianie i już chciałem pukać, gdy usłyszałem kłótnię dwóch osób- kobiety i mężczyzny.
-Kto do jasnej cholery zajmował się liczeniem chłopców i dziewczyn?! Najwidoczniej trzeba tę osobę zwolnić lub wysłać z powrotem do podstawówki, żeby nauczyła się liczyć!!!*krzyczał mężczyzna*
-Spokojnie dyrektorze… Jakoś to załatwimy… Liczba uczniów jest prawidłowa. Tylko jest jeden chłopak zamiast dziewczyny…*kobieta mówiła ciszej, więc, aby słyszeć przybliżyłem ucho do drzwi.*
-No tak… Świetnie! Bo co to za różnica?! Pff… Czym ja się w ogóle przejmuję? No właśnie mam czym! Kurwa, mów mi szybko kto to liczył, bo muszę dać mu nauczkę!!! Najwidoczniej nie umie rozróżniać płci idiota jeden!
-Zostawmy na razie tak jak jest, jeżeli będą z tym jakieś problemy, to wtedy się zastanowimy co dalej. Teraz zobaczmy jak się to wszystko potoczy…
-No dobrze… Ale jak będą problemy z tym związane pani obowiązkiem będzie się tym zająć, jeśli problemy nie znikną, zostanie pani zwolniona z pracy.
-Dobrze…
-A i jeszcze jedno… I tak dowiem się kto jest za to wszystko odpowiedzialny, więc krycie tej osoby nic pani nie da i tak otrzyma za to karę.
Nagle usłyszałem kroki tuż przy drzwiach, więc szybko się od nich odsunąłem i dobrze zrobiłem, bo właśnie się otworzyły i gdybym się nie cofnął, już bym leżał na podłodze i mogliby się domyślić, że podsłuchiwałem… Kobieta spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Była wysoka, szczupła i płaska. No i może była po trzydziestce. Miała czarne i krótkie włosy.
-O dzień dobry! Czyżby Alex? Nowy uczeń? Ty pewnie do dyrektora? Już jest wolny. A teraz… Przepraszam bardzo, ale muszę załatwić kilka spraw. Do widzenia. *poszła gdzieś, ale nie oglądałem się za nią .*
Zapukałem w otwarte drzwi, a dyrektor zaprosił mnie do środka. Usiadł z ciężkim westchnieniem na fotelu. Był pulchnym i dosyć niskim mężczyzną. Pewnie miał większe cycki niż tamta kobieta. Uśmiechnąłem się pobłażliwie. Był na pewno po czterdziestce. Miał trochę już posiwiałe krótkie włosy, nosił okulary. Zamknąłem za sobą drzwi i wszedłem do środka.
-Dzień dobry. *powiedziałem*
-Dzień dobry… dzień dobry… *chyba nie wierzył w to co mówił, ja w sumie miałem to samo. Może uda mi się nawiązać z nim wspólny język.*- Usiądź. *usiadłem na krześle naprzeciwko biurka. Ty jesteś Alex Marris, tak? *skinąłem głową.*- Trochę się spóźniłeś, ale nic nie szkodzi i tak jeszcze trzeba było załatwić jedną kwestię… Ehh… Mam nadzieję, że nic nie słyszałeś z mojej rozmowy z panią Fires?
-Jakiej rozmowy? *udawałem zdziwionego. W sumie ta kłótnia była dosyć ciekawa. Czyżby jakiś chłopak miał mieć pokój z dziewczyną? Ale extra! Nie trzeba by było się trudzić by do nich chodzić… Tylko czy ja będę tym szczęściarzem? Raczej nie… *-Ehh.
-Coś się stało?
-Nie nic. *szybko zaprzeczyłem.*
Chwilę jeszcze pogadaliśmy o najważniejszych rzeczach , których musiałem niestety słuchać i w końcu wstaliśmy.
-Weź swoje bagaże i chodź ze mną na salę. Pewnie wszyscy już na nas z niecierpliwością czekają. A trzeba przeczytać przydzielenie do pokoi i rozdać wam plany lekcji i mapę szkoły. Mapa na początku jest naprawdę bardzo potrzebna, bo czasami nie ma się okazji spytać starszych co gdzie jest. Niektórzy ze słabą pamięcią potrafią używać tej mapy przez cały okres nauki.*zaśmiał się.*- No dobrze. Czas ruszać.
I to jest ten wspaniały moment, gdzie prawda wyjdzie na jaw i dowiem się kto jest tym szczęściarzem… Modląc się w duchy o pokój z jakąś laską ruszyłem z dyrektorem i bagażami do sali.
Zamiast normalnego liceum- gdzie poszli moi znajomi, wysłali mnie do szkoły z internatem. Zajebiście, będę musiał dzielić jakiś mały pokoik z typkiem, który może być różny… Z moim szczęściem będzie to gej, który się nie myje. Westchnąłem. Cisza nocna, zasady, ciągłe pilnowanie jakby ci ludzie nie mieli swojego życia- to wszystko nie jest w moim guście. Ciekawe czy łatwo będzie wedrzeć się do budynku, gdzie dziewczyny mają swoje pokoje. Mam nadzieję, że łatwo. Chociaż… Gdyby ciężej, byłoby to dla mnie pewnego rodzaju wyzwanie, a ja lubię wyzwania… Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos taksówkarza.
-Już jesteśmy na miejscu. Czy pomóc panu z bagażem?
-Nie. Poradzę sobie. *zapłaciłem mu i wysiadłem z taksówki*
Spojrzałem na szkołę. Robiła wrażenie. Nawet przez głowę przeszła mi myśl, że wygląda jak jakiś pałac. W sumie co się dziwić… Jest to w końcu najlepsze liceum z internatem w kraju. Rodzice mogą mnie i nie kochać, ale przecież jestem ICH synem, więc muszę dawać jakieś świadectwo o tym… Taa. Mam nadzieję, że wiedzą, że nie zamierzam być potulnym i grzecznym uczniem. Zamierzam być sobą. Uśmiechnąłem się łobuzersko. Nagle usłyszałem klakson samochodu. No tak… Przecież nie wyjąłem swojej torby podróżnej i walizki, a kierowca czekał… Szybko naprawiłem swój błąd i kierowca odjechał lekko wkurzony. Jego twarz mówiła „Co za bachor!”. Pokazałem środkowy palec odjeżdżającemu samochodowi. Spojrzałem z powrotem na szkołę i na jej otoczenie. Teren był naprawdę duży. Jak ja się tu odnajdę? Dobra dam radę… Najpierw muszę znaleźć gabinet dyrektora. Potem będę się martwił resztą. Przeszedłem przez bramę. Przede mną stał uśmiechnięty brunet, trochę niższy ode mnie, ale na pewno starszy. Chciałem go po prostu minąć, ale ten złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłem się zirytowany, patrząc na niego wzrokiem mordercy.
-Widzę, że ktoś tu nie zna zasad dobrego zachowania.- powiedział do mnie dalej pokazując swoje zęby.* - Witaj w szkole Azzar. Jestem David.
Nie miałem ochoty mu się przedstawiać, ale chyba nie było wyjścia…
-Jestem Alex.
-Miło mi cię poznać. Pomóc ci z bagażem?
-Nie trzeba.
-A zaprowadzić do gabinetu dyrektora, bo pewnie tam udajesz się najpierw?
-Nie musisz mnie nigdzie zaprowadzać. Wystarczy, że powiesz jak mam iść.
Pokręcił głową, śmiejąc się i opisał mi drogę. Nie była jakaś skomplikowana. Pewnie chciano, żeby nowi mieli łatwiej dostać się tam.
-A czemu w ogóle czekałeś tu na mnie? *spytałem z ciekawości.*
-Wiesz… Jesteś trochę spóźniony i dyrektor kazał mi tu na ciebie czekać. Reszta nowych już dotarła i czekają już tylko na ciebie i dyrektora w sali gdzie odbywają się różnego rodzaju przedstawienia i apele. Pewnie gdy skończysz rozmowę z dyrektorem, tam się udacie. Postaraj się poznać jak najwięcej osób i dać dobre pierwsze wrażenie o sobie. Więc pozbądź się tego grymasu niezadowolenia z twarzy.
Bez podziękowania i słowa ruszyłem. Wszedłem do budynku. Poszedłem wskazaną mi trasą i znalazłem się pod gabinetem dyrektora. Odłożyłem bagaże przy ścianie i już chciałem pukać, gdy usłyszałem kłótnię dwóch osób- kobiety i mężczyzny.
-Kto do jasnej cholery zajmował się liczeniem chłopców i dziewczyn?! Najwidoczniej trzeba tę osobę zwolnić lub wysłać z powrotem do podstawówki, żeby nauczyła się liczyć!!!*krzyczał mężczyzna*
-Spokojnie dyrektorze… Jakoś to załatwimy… Liczba uczniów jest prawidłowa. Tylko jest jeden chłopak zamiast dziewczyny…*kobieta mówiła ciszej, więc, aby słyszeć przybliżyłem ucho do drzwi.*
-No tak… Świetnie! Bo co to za różnica?! Pff… Czym ja się w ogóle przejmuję? No właśnie mam czym! Kurwa, mów mi szybko kto to liczył, bo muszę dać mu nauczkę!!! Najwidoczniej nie umie rozróżniać płci idiota jeden!
-Zostawmy na razie tak jak jest, jeżeli będą z tym jakieś problemy, to wtedy się zastanowimy co dalej. Teraz zobaczmy jak się to wszystko potoczy…
-No dobrze… Ale jak będą problemy z tym związane pani obowiązkiem będzie się tym zająć, jeśli problemy nie znikną, zostanie pani zwolniona z pracy.
-Dobrze…
-A i jeszcze jedno… I tak dowiem się kto jest za to wszystko odpowiedzialny, więc krycie tej osoby nic pani nie da i tak otrzyma za to karę.
Nagle usłyszałem kroki tuż przy drzwiach, więc szybko się od nich odsunąłem i dobrze zrobiłem, bo właśnie się otworzyły i gdybym się nie cofnął, już bym leżał na podłodze i mogliby się domyślić, że podsłuchiwałem… Kobieta spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Była wysoka, szczupła i płaska. No i może była po trzydziestce. Miała czarne i krótkie włosy.
-O dzień dobry! Czyżby Alex? Nowy uczeń? Ty pewnie do dyrektora? Już jest wolny. A teraz… Przepraszam bardzo, ale muszę załatwić kilka spraw. Do widzenia. *poszła gdzieś, ale nie oglądałem się za nią .*
Zapukałem w otwarte drzwi, a dyrektor zaprosił mnie do środka. Usiadł z ciężkim westchnieniem na fotelu. Był pulchnym i dosyć niskim mężczyzną. Pewnie miał większe cycki niż tamta kobieta. Uśmiechnąłem się pobłażliwie. Był na pewno po czterdziestce. Miał trochę już posiwiałe krótkie włosy, nosił okulary. Zamknąłem za sobą drzwi i wszedłem do środka.
-Dzień dobry. *powiedziałem*
-Dzień dobry… dzień dobry… *chyba nie wierzył w to co mówił, ja w sumie miałem to samo. Może uda mi się nawiązać z nim wspólny język.*- Usiądź. *usiadłem na krześle naprzeciwko biurka. Ty jesteś Alex Marris, tak? *skinąłem głową.*- Trochę się spóźniłeś, ale nic nie szkodzi i tak jeszcze trzeba było załatwić jedną kwestię… Ehh… Mam nadzieję, że nic nie słyszałeś z mojej rozmowy z panią Fires?
-Jakiej rozmowy? *udawałem zdziwionego. W sumie ta kłótnia była dosyć ciekawa. Czyżby jakiś chłopak miał mieć pokój z dziewczyną? Ale extra! Nie trzeba by było się trudzić by do nich chodzić… Tylko czy ja będę tym szczęściarzem? Raczej nie… *-Ehh.
-Coś się stało?
-Nie nic. *szybko zaprzeczyłem.*
Chwilę jeszcze pogadaliśmy o najważniejszych rzeczach , których musiałem niestety słuchać i w końcu wstaliśmy.
-Weź swoje bagaże i chodź ze mną na salę. Pewnie wszyscy już na nas z niecierpliwością czekają. A trzeba przeczytać przydzielenie do pokoi i rozdać wam plany lekcji i mapę szkoły. Mapa na początku jest naprawdę bardzo potrzebna, bo czasami nie ma się okazji spytać starszych co gdzie jest. Niektórzy ze słabą pamięcią potrafią używać tej mapy przez cały okres nauki.*zaśmiał się.*- No dobrze. Czas ruszać.
I to jest ten wspaniały moment, gdzie prawda wyjdzie na jaw i dowiem się kto jest tym szczęściarzem… Modląc się w duchy o pokój z jakąś laską ruszyłem z dyrektorem i bagażami do sali.
--------
Hej! Proszę o szczere opinie ;) Za wszystkie dziękuję! Postaram się regularnie wstawiać nowe posty... Zobaczymy jak mi to wyjdzie :D
Po pierwsze się pomyliłaś w ocenie, bo serio jest ciekawie, a po 2 ciekawi mnie co to będzie z tą Twoją regularnością xdd
OdpowiedzUsuńDziękuję za ocenę ;) Na razie mam wenę i sporo pomysłów, więc jest dobrze :D
Usuń